Każda z Nas uwielbia domowe SPA, czy nie mam racji? No właśnie! Dobra maseczka nie jest zła czy to rano przed nałożeniem makijażu czy wieczorem tuż przed pójściem spać. Jak to mówią (albo i nie mówią) - każda pora na maseczkę jest dobra. Dziś chciałabym Wam powiedzieć słów kilka o maseczkach
UNITOUCH, które miałam okazję przetestować dzięki uprzejmości tej właśnie marki. Opowiem Wam o tym co obiecuje producent, gdzie je można kupić, jakie są moje odczucia po ich stosowaniu no i czy w ogóle warto na nie wydać kasę. No to co, przechodzimy do sedna!
Krem pod oczy to temat rzeka. Rynek kosmetyczny oferuje nam całą gamę kremów pod oczy, czy to nawilżających czy to redukujących cienie czy też inne przypadłości. Ja jednak lubię te nawilżające, bo sprawdzają się świetnie zarówno w dzień jak i w nocy. Gdy denkowałam słynny krem z awokado z Kiehl's to wiedziałam, że muszę znaleźć coś podobnego w niższej cenie, bo jednak 180zł to bardzo dużo. I tak się złożyło, że sporo z Was poleciło mi krem marki Nacomi (15ml). I tak zaczęła się nasza wspólna droga.
Moja przygoda z tonikami zaczęła się, niestety, dość późno. I powiem Wam szczerze, że na początku totalnie się zniechęciłam. Wiecznie trafiałam na coś co zamiast pomagać mojej skórze, rujnowało ją. Dodatkowo krew mnie zalewała, gdy producent zapewniał, że tonik jest bez alkoholu a wystarczyło tylko spojrzeć na skład. No i wszystko było jasne. Jednakże w końcu trafiłam na tonik, który jest moim must have i nie wyobrażam sobie mojej wieczornej pielęgnacji bez niego. Glow Tonic od Pixi to mistrzostwo świata, nie żartuję.
Dobry produkt nawilżający pod makijaż po podstawa, a że ostatnio szukałam i używałam wielu produktów to dopiero teraz jestem w stanie z ręką na sercu powiedzieć Wam, że znalazłam coś naprawdę fajnego. Zachęcona wieloma recenzjami na temat tego produktu postanowiłam go w końcu kupić i wypróbować i koniec końców się nie zawiodłam. Używam tego produktu dzień w dzień od miesiąca dlatego też przyszedł czas aby powiedzieć Wam nieco więcej na temat koncentratu nawilżającego marki Clinique.
Muszę przyznać, że ostatnio dość sporo nowej pielęgnacji zagościło w moich zbiorach. Część z nich pojawiła się z racji wykończenia starych produktów, a część z chęci wprowadzenia czegoś nowego do mojej pielęgnacyjnej rutyny. I dziś pogadam sobie do Was o produkcie, który dołączył do mojej wieczornej pielęgnacji. Dziś opowiem Wam o serum detoksykującym od Floslek, które ma za zadanie chronić i pielęgnować naszą skórę. A czy tak jest? Chodźcie się przekonać!
Jak co roku w zimę sięgam po takie produkty, które zapewnią mi większy poziom nawilżenia skóry podczas dnia. W ciepłe miesiące stawiam na lekkie kremy, które będą dobrze zachowywały się z temperaturą oraz z makijażem, jednakże w zimę lubię, gdy pod tym makijażem jest coś co dwa razy bardziej ją pielęgnuje. Tak też, gdy zaczęły się zimne miesiące postanowiłam znaleźć coś takiego co spełni moje oczekiwania. I dziś przychodzę do Was z recenzją kremu marki Clinique - dramatically different moisturizing cream, czyli kremu dedykowanego skórze suchej i bardzo suchej.
Płatki pod oczy to temat, który odkryłam stosunkowo niedawno i powiem Wam, że spodobało mi się testowanie różnych tego typu produktów. Wiecie, że moja skóra pod oczami nie jest jakoś super wrażliwa, ale za to lubi być opuchnięta po całym dniu patrzeniu w monitor czy ekran telefonu. A gdy jest się jeszcze okularnicą na pełen etat to tym bardziej moja skóra w okolicy oczu potrzebuje solidnego nawilżenia i ukojenia. Dlatego dziś przychodzę do Was z płatkami pod oczy marki Multi BioMask, które są bez wątpienia, godne uwagi.
W pierwszą niedzielę grudnia witam się z Wami i zarazem żegnam, ponieważ dziś jest ostatni wpis poświęcony akcji blogerskiej #tokoniec. Ale nie myślcie sobie, że to koniec ze wpisami w niedzielę. Zanim przejdę do sedna chciałabym podziękować Patrycji z bloga BeautypediaPatt za zaproszenie do wzięcia udziału w tej akcji, bo była to dla mnie świetna zabawa. Szczególnie, że przez tę akcję odważyłam się zrobić pierwszy wpis ze stylizacją. Było świetnie i mam nadzieję, że to nie ostatnia taka akcja. A teraz przechodzimy do sedna sprawy - dziś przedstawiam Wam pięć kosmetyków, które są niezbędne na zimę!
Peeling jest nieodłącznym elementem pielęgnacji twarzy i w moim przypadku stosuję go dwa razy w tygodniu. Zwykłam używać te w tubce od gruboziarnistych aż po enzymatyczne i muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że peeling będzie możliwy w innej formie. Jakiś czas temu zauważyłam, że dziewczyny na Instagramie chwalą chusteczki peelingujące z węglem marki Sephora no i nie byłabym sobą gdybym ich nie wypróbowała. A dziś przyszedł czas na podzielenie się z Wami moimi odczuciami na ich temat.
Czas na kolejny wpis z serii #akcjapielęgnacja. Bardzo dawno temu przy okazji ulubieńców wspominałam Wam o maseczce, która okazała się być strzałem w dziesiątkę kiedy nie mam ochoty na siedzenie dodatkowych 20 minut po kąpieli. Wtedy uznałam, że mała wzmianka o tym produkcie będzie wystarczająca jako, że miałam tylko jego próbkę. Ku mojemu zaskoczeniu w perfumerii Sephora pojawiła się wersja travel tego produktu i myślę, że to właśnie ten czas by przybliżyć Wam produkt marki Clinique, czyli maseczka na noc z serii Moisture Surge.
Czas na kolejny wpis z serii #akcjapielęgnacja, ale tym razem nie skupimy się na jednym produkcie a na całej serii kosmetyków mających na celu oczyścić skórę twarzy. Mowa tutaj o serii Detox, która jest nowością marki Marion. Jak mogłyście zobaczyć jakiś czas temu na Instagramie otrzymałam od tej marki paczkę, a wśród przeróżnych produktów znalazła się właśnie ta oto seria, o której mam już pewne zdanie i dziś przychodzę się z Wami tym podzielić właśnie przy okazji #akcjipielęgnacji.
Niech ktoś mi wyjaśni dlaczego letnie miesiące mijają sto razy szybciej. Jak co roku jestem tym niepocieszona i końcem sierpnia robi mi się po prostu smutno, że mój ulubiony czas w całym roku dobiega końca. Ale nie ma tego złego, bo w tym roku ten czas był magiczny a przede mną jeszcze wyjazd do Londynu także nie ma co marudzić. Zanim cokolwiek powiem Wam więcej o moim wyjeździe to dziś powiem Wam o ulubieńcach miesiąca sierpnia. Miesiąca, który zwiastuje koniec wakacji a początek czegoś nowego.
Powracam do Was z serią wpisów #akcjapielęgnacja, bo ostatnimi czasy jakoś tak ich miało. Gdzieś tam pojawiały się produkty do pielęgnacji, ale jednak stwierdziłam, że lubię o nich mówić przy okazji tej właśnie serii. Jak wiecie, moim ulubionym kremem na dzień była wersja travel kremu marki Clinique. J
ednakże, gdy za oknem zaczęły szaleć afrykańskie upały (absolutnie nie narzekam, wręcz chcę więcej) to moja skóra potrzebowała czegoś więcej w ciągu dnia. Pierwszy raz widziałam jak bardzo moja skóra prosi o coś mocniejszego na dzień, a najbardziej było to widać po
czole, które totalnie wysuszyło się na wiór. I to właśnie skłoniło mnie do sięgnięcia po krem marki
MIYA Cosmetics, myWONDERBALM w wersji różowej I love me.
Gdyby każdy kosmetyk sprawdzał się u każdego to byłoby zbyt pięknie. Niestety, zdarza się tak, że coś co u jednego jest hitem u drugiego może okazać się kompletną klapą. Osobiście staram się sprawdzać co kupuje, ale nawet po przeczytaniu tysiąca recenzji coś może pójść nie tak. Co prawda, nieczęsto natrafiam na słabe kosmetyki, ale jak już trafię to chciałabym się z Wami tym podzielić. Pamiętajcie jednak, że coś co się nie sprawdziło u mnie to nie znaczy, że jest złe. Po prostu myśmy się nie polubili i chciałabym powiedzieć dlaczego.
Pielęgnacja w ciągu nocy jest tak samo ważna, jak pielęgnacja za dnia. Ba, powiedziałabym, że wieczorna pielęgnacja jest ważniejsza i bardziej wymagająca. Chyba każda z nas po całym dniu szuka ukojenia i odpoczynku. Ja mając skórę mieszaną uwielbiam fundować swojej cerze kopa nawilżającego na noc, który zapewni mi regenerację po całym dniu, ale i przygotowanie na kolejny dzień. I dlatego też dziś przychodzę do Was z pierwszym wrażeniem odnośnie kremu na noc marki Vichy z serii Aqualia Thermal (Night SPA).
Będąc na weekend w Warszawie nie mogłam przegapić takiej okazji jaką są odwiedziny w drogerii Kontigo. Myślę, że spora część z Was wie, że nie jest to typowa drogeria i wyróżnia się nie tylko asortymentem ale też podejściem do klienta. Kto ciekawy co wpadło w moje łapki to zapraszam.
Ale ten kwiecień zleciał, nawet nie wiem kiedy i z racji tego, że mamy dziś ostatni dzień miesiąca to przyszedł czas na ulubieńców. Tym razem mam troszkę pielęgnacji, perfum i tylko jedną rzecz z kolorówki. Zaskoczone? Szczerze mówiąc to sama się zdziwiłam, bo u mnie raczej przeważa kolorówka, ale jakoś tak w tym miesiącu nic szczególnego prócz tej jednej rzeczy się nie przewinęło bo stale używam tego samego. Ale już Wam mogę zdradzić, że pod koniec maja będzie tego więcej bo dojdą bardziej przetestowane łupy z Rossmanna. A tymczasem, wróćmy do ulubieńców #kwietnia.
Odpowiednia pielęgnacja to bardzo ważny aspekt, który ma wpływ na to jak będzie wyglądasz nasz makijaż. Bez dobrze przygotowanej cery nie ma co liczyć na dobrze wyglądający mejkap. Wiecie też , że ja ze znalezieniem odpowiednich kosmetyków do pielęgnacji lubię mieć problem. Jednakże tym razem, zupełnie w ciemno, zaopatrzyłam się w nowy krem marki Clinique. Już dłuższy czas kusi mnie pielęgnacja tej marki dlatego też powolutku zamierzam kompletować cały zestaw, ale dziś opowiem Wam o moich odczuciach po 3 tygodniach używania tego kremu dzień w dzień.