Każda z Nas uwielbia domowe SPA, czy nie mam racji? No właśnie! Dobra maseczka nie jest zła czy to rano przed nałożeniem makijażu czy wieczorem tuż przed pójściem spać. Jak to mówią (albo i nie mówią) - każda pora na maseczkę jest dobra. Dziś chciałabym Wam powiedzieć słów kilka o maseczkach
UNITOUCH, które miałam okazję przetestować dzięki uprzejmości tej właśnie marki. Opowiem Wam o tym co obiecuje producent, gdzie je można kupić, jakie są moje odczucia po ich stosowaniu no i czy w ogóle warto na nie wydać kasę. No to co, przechodzimy do sedna!
Olejek konopny, czy to nie brzmi ciekawie? Otóż brzmi i powiem Wam szczerze, że jak otrzymałam paczkę z tym produktem to byłam nieźle zdziwiona. Ale to przez moją przypadłość do głupich skojarzeń. Tak czy siak, trzeba było się wziąć za testowanie tego produktu i ta z Was, która mnie obserwuje na Instagramie wie jakie było moje pierwsze wrażenie. I dziś po trzech tygodniach codziennego stosowania przyszedł czas na jego recenzję. A tym z Was, które mnie nie śledzą na Insta przedstawia
olejek konopny marki Efektima.
Krem pod oczy to temat rzeka. Rynek kosmetyczny oferuje nam całą gamę kremów pod oczy, czy to nawilżających czy to redukujących cienie czy też inne przypadłości. Ja jednak lubię te nawilżające, bo sprawdzają się świetnie zarówno w dzień jak i w nocy. Gdy denkowałam słynny krem z awokado z Kiehl's to wiedziałam, że muszę znaleźć coś podobnego w niższej cenie, bo jednak 180zł to bardzo dużo. I tak się złożyło, że sporo z Was poleciło mi krem marki Nacomi (15ml). I tak zaczęła się nasza wspólna droga.
Czym dla Was jest TLEN? Dla mnie bez wątpienia jest to coś bez czego nie bylibyśmy w stanie żyć. Co ciekawe, tlen może być wykorzystywany nie tylko do oddychania, ale także w kosmetykach, a dokładniej w pielęgnacji. Tę innowacyjną tlenową formułę wprowadza marka O2 Skin, która bez dwóch zdań jest nową marką na rynku. Jakiś czas temu mówiłam Wam, że na Meet Beauty otrzymałam prawie całą serię kosmetyków od O2 Skin i dziś na pierwszy ogień idzie ich serum tlenowe, czyli
Oxygen Water.
Moja przygoda z tonikami zaczęła się, niestety, dość późno. I powiem Wam szczerze, że na początku totalnie się zniechęciłam. Wiecznie trafiałam na coś co zamiast pomagać mojej skórze, rujnowało ją. Dodatkowo krew mnie zalewała, gdy producent zapewniał, że tonik jest bez alkoholu a wystarczyło tylko spojrzeć na skład. No i wszystko było jasne. Jednakże w końcu trafiłam na tonik, który jest moim must have i nie wyobrażam sobie mojej wieczornej pielęgnacji bez niego. Glow Tonic od Pixi to mistrzostwo świata, nie żartuję.
Dobry produkt nawilżający pod makijaż po podstawa, a że ostatnio szukałam i używałam wielu produktów to dopiero teraz jestem w stanie z ręką na sercu powiedzieć Wam, że znalazłam coś naprawdę fajnego. Zachęcona wieloma recenzjami na temat tego produktu postanowiłam go w końcu kupić i wypróbować i koniec końców się nie zawiodłam. Używam tego produktu dzień w dzień od miesiąca dlatego też przyszedł czas aby powiedzieć Wam nieco więcej na temat koncentratu nawilżającego marki Clinique.
Muszę przyznać, że ostatnio dość sporo nowej pielęgnacji zagościło w moich zbiorach. Część z nich pojawiła się z racji wykończenia starych produktów, a część z chęci wprowadzenia czegoś nowego do mojej pielęgnacyjnej rutyny. I dziś pogadam sobie do Was o produkcie, który dołączył do mojej wieczornej pielęgnacji. Dziś opowiem Wam o serum detoksykującym od Floslek, które ma za zadanie chronić i pielęgnować naszą skórę. A czy tak jest? Chodźcie się przekonać!
Jak co roku w zimę sięgam po takie produkty, które zapewnią mi większy poziom nawilżenia skóry podczas dnia. W ciepłe miesiące stawiam na lekkie kremy, które będą dobrze zachowywały się z temperaturą oraz z makijażem, jednakże w zimę lubię, gdy pod tym makijażem jest coś co dwa razy bardziej ją pielęgnuje. Tak też, gdy zaczęły się zimne miesiące postanowiłam znaleźć coś takiego co spełni moje oczekiwania. I dziś przychodzę do Was z recenzją kremu marki Clinique - dramatically different moisturizing cream, czyli kremu dedykowanego skórze suchej i bardzo suchej.
Nie wiem jak Wy, ale ja ze wszelakim balsamowaniem ciała mam naprawdę duży problem. Totalnie nie potrafię być w tym systematyczna, a jak już próbuję to po dwóch dniach mi się to nudzi i odpuszczam. To, że mi się to nudzi i, że mi się nie chce to jedno a drugie to to, że nienawidzę czuć balsamu pod palcami. Dlatego też nie wyobrażam sobie nakładania podkładu palcami, masakra. No, ale nie o tym. Dziś mam dla Was produkt dla takich samych leniwców balsamowych jak ja. Dziś pogadam do Was o olejku pod prysznic marki Bioderma, który czyni cuda. Po prostu.
Płatki pod oczy to temat, który odkryłam stosunkowo niedawno i powiem Wam, że spodobało mi się testowanie różnych tego typu produktów. Wiecie, że moja skóra pod oczami nie jest jakoś super wrażliwa, ale za to lubi być opuchnięta po całym dniu patrzeniu w monitor czy ekran telefonu. A gdy jest się jeszcze okularnicą na pełen etat to tym bardziej moja skóra w okolicy oczu potrzebuje solidnego nawilżenia i ukojenia. Dlatego dziś przychodzę do Was z płatkami pod oczy marki Multi BioMask, które są bez wątpienia, godne uwagi.
Peeling jest nieodłącznym elementem pielęgnacji twarzy i w moim przypadku stosuję go dwa razy w tygodniu. Zwykłam używać te w tubce od gruboziarnistych aż po enzymatyczne i muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że peeling będzie możliwy w innej formie. Jakiś czas temu zauważyłam, że dziewczyny na Instagramie chwalą chusteczki peelingujące z węglem marki Sephora no i nie byłabym sobą gdybym ich nie wypróbowała. A dziś przyszedł czas na podzielenie się z Wami moimi odczuciami na ich temat.
Dziś wyjątkowo wpis pojawił się w czwartek, a nie w środę. Pomyślałam, że 1 listopada to taki dzień, w którym każdy powinien spędzić go z najbliższymi a nie skupiać się na internetowym świecie. Dlatego też wczorajszy wpis z serii #akcjapielęgnacja wjeżdża dzisiaj i tym razem pogadamy sobie o kremie pod oczy, który jest baaardzo popularny. A czy ta popularność idzie w parze z jakością?
Czas na kolejny wpis z serii #akcjapielęgnacja. Bardzo dawno temu przy okazji ulubieńców wspominałam Wam o maseczce, która okazała się być strzałem w dziesiątkę kiedy nie mam ochoty na siedzenie dodatkowych 20 minut po kąpieli. Wtedy uznałam, że mała wzmianka o tym produkcie będzie wystarczająca jako, że miałam tylko jego próbkę. Ku mojemu zaskoczeniu w perfumerii Sephora pojawiła się wersja travel tego produktu i myślę, że to właśnie ten czas by przybliżyć Wam produkt marki Clinique, czyli maseczka na noc z serii Moisture Surge.
Czas na kolejny wpis z serii #akcjapielęgnacja, ale tym razem nie skupimy się na jednym produkcie a na całej serii kosmetyków mających na celu oczyścić skórę twarzy. Mowa tutaj o serii Detox, która jest nowością marki Marion. Jak mogłyście zobaczyć jakiś czas temu na Instagramie otrzymałam od tej marki paczkę, a wśród przeróżnych produktów znalazła się właśnie ta oto seria, o której mam już pewne zdanie i dziś przychodzę się z Wami tym podzielić właśnie przy okazji #akcjipielęgnacji.
Dziś kolejny wpis z serii #akcjapielęgnacja i z tej okazji przyjrzymy się bliżej produktowi, który jest nowy w mojej kosmetyczce, ale za pewne wszystkim już dobrze znany. Mowa tutaj oczywiście o słynnej Pandzie marki Tony Moly, której asortyment jest już całkiem spory w Polsce.
Odpowiednia pielęgnacja to bardzo ważny aspekt, który ma wpływ na to jak będzie wyglądasz nasz makijaż. Bez dobrze przygotowanej cery nie ma co liczyć na dobrze wyglądający mejkap. Wiecie też , że ja ze znalezieniem odpowiednich kosmetyków do pielęgnacji lubię mieć problem. Jednakże tym razem, zupełnie w ciemno, zaopatrzyłam się w nowy krem marki Clinique. Już dłuższy czas kusi mnie pielęgnacja tej marki dlatego też powolutku zamierzam kompletować cały zestaw, ale dziś opowiem Wam o moich odczuciach po 3 tygodniach używania tego kremu dzień w dzień.