Parę dni temu przywitaliśmy sierpirń dlatego też czas najwyższy na ulubieńców poprzedniego miesiąca. Muszę Wam od razu powiedzieć, że nie będą oni jacyś zaskakujący, ponieważ prawie każdego dnia mój makijaż był wykonany tymi samymi kosmetykami. Ale w sumie to właśnie świadczy o tym, że naprawdę lubię te produkty i nie miałam ochoty sięgać po coś innego. Tym razem w ulubieńcach pojawia się sama kolorówka, ale obiecuje że w sierpniu pojawi się pielęgnacja bo testuje dużo fajnych rzeczy. No a teraz do rzeczy!
W poniedziałek zapytałam Was na Instagramie czy chcielibyście wpis odnośnie mojej letniej wishlist i zdecydowana większość była za, dlatego też dziś pokażę Wam na co zamierzam się skusić w wakacje. Od dwóch dni cieszę się wolnym od uczelni i mogę na chwilę zapomnieć o nauce i rzeczach związanymi ze studiami. A żeby wynagrodzić sobie ciężki rok akademicki postanowiłam skusić się na kilka rzeczy do których wzdycham od dawna a jakoś wydać na nie nie potrafię. A znając siebie ze chciejlistą pójdzie mi łatwiej i sprawniej.
Niestety, nie możliwa jest sytuacja w której każdy kosmetyk sprawdzałby się u każdego człowieka. I tak się złożyło, że tym razem przychodzę sobie odrobinę ponarzekać na dwa kosmetyki, które u mnie się totalnie nie sprawdziły. Wiecie, pół biedy gdy są to tanie kosmetyki czy tam próbki, ale kiedy każdy z nich kosztuje więcej niż 100zł a jest zachwalany to można się troszkę wkurzyć. No może nie tyle co wkurzyć, ale na pewno rozczarować. I tak właśnie ja się obecnie czuje, dlatego też bez zbędnego gadania poznajcie sprawców tego uczucia.
Przygotowując ten wpis zdałam sobie sprawę, że to właściwie pierwszy taki wpis w którym przedstawiam nowości kosmetyczne. A że nazbierało się ich ostatnio dość sporo to pomyślałam, że prócz pokazania ich na Instagramie pokażę Wam je tutaj i opowiem o nic nieco więcej. Sama się dziwię, że tyle nowości wpadło w moje ręce, bo teoretycznie mam bana na zakupy :D Chyba coś poszło nie tak, ale dzięki temu mam o czym do Was pogadać.
Nie wiem jak Wy, ale ja już mam dość zimy. Mam dość noszenia kurtek, szalików, czapek i rękawiczek. Marzę o tym by wskoczyć w Conversy, włożyć T-Shirt i wszystko wykończyć skórzaną kurtką. Niestety, za oknem jeszcze zimowo, ale ja się nie dam i choć na chwilę przywołam sobie i, mam nadzieję, Wam wiosnę poprzez pokazanie Wam mojej wiosennej wishlisty. Krótko mówiąc - wiosno przybywaj, bo zakupy same się nie zrobią!
Cześć!
Dzisiaj przygotowałam dla Was nowy TAG. Tym razem jest on czysto kosmetyczny. Mianowicie chodzi o takie kosmetyki, które koniecznie muszę mieć i chcę mieć do końca roku no i nie spocznę póki ich nie będę miała. W skrócie taka tam moja mała chciejlista kosmetyków. Spośród wielu, które chcę i które strasznie mi się podobają wybrałam pięć. Od razu mówię, że nie chodzi tutaj o kosmetyki tanie. Są to takie rzeczy, na które chcę nazbierać pieniądze i wiem, że nie kosztują pięć czy dziesięć złotych. A zatem:
Cześć!
Dziś pokażę Wam rezultaty mojego testowania dwóch podkładów do twarzy z górnej półki. Jak dotąd używałam podkładu nie droższego niż 40zł, ze względu oczywiście na zasoby pieniężne. I generalnie nie było by problemu, gdyby nie to, że każdy jaki miałam był za ciemny. Nie dość, że mam jasną cerę to jeszcze dosyć problematyczną. Mowa tutaj o zaczerwienieniach i wypryskach. Dlatego, też bardzo ciężko było mi odszukać podkład idealny. Taki by był w odpowiednim odcieniu oraz miał dobre, długie i matowe krycie. Zatem postanowiłam przetestować dwa podkłady.