Jeżeli byście zapytały mnie o najlepsze matowe pomadki w sztyfcie to bez wahania odpowiedziałabym, że takowe ma MAC Cosmetics. Dla mnie ich matowa formuła jest najlepsza i jeżeli mam sięgnąć po coś matowego, ale w wersji standardowej to sięgam po coś z MAC. I dokładnie tak samo jest z czerwienią. Dziś przy okazji serii #LipsOnFleek opowiem Wam o mojej ulubionej czerwieni w sztyfcie, czyli o niezastąpionej Ruby Woo.
Kwiecień dobiega końca, a wraz z końcem miesiąca czas na ulubieńców. Kwiecień przeminął bardzo szybko i nawet nie wiem kiedy dobiliśmy do końca, a już za chwilę będziemy cieszyć się majówką. Wybierając rzeczy do ulubieńców zdałam sobie sprawę, że ten miesiąc minął pod znakiem czerwonych ust, bo aż dwie czerwone pomadki tutaj się pojawią. W sumie, nie jest to jakieś zaskoczenie dla Was, prawda? ;)
Czerwień na ustach to coś co lubię najbardziej i coś co najczęściej wybieram nawet na co dzień. Dlatego też pomyślałam, że co jakiś czas będę opisywała Wam jakąś czerwoną pomadkę, a że mam ich dość sporo to na pewno poznacie kilka ciekawych typów. Dziś chciałabym opisać jedną z piękniejszych czerwieni jakie posiadam w swojej kolekcji za którą szaleje i mam nadzieję, że Wy też oszalejecie. ;) Poznajcie niesamowitą czerwień MAC Cosmetics, Feels So Grand.
Przygotowując ten wpis zdałam sobie sprawę, że to właściwie pierwszy taki wpis w którym przedstawiam nowości kosmetyczne. A że nazbierało się ich ostatnio dość sporo to pomyślałam, że prócz pokazania ich na Instagramie pokażę Wam je tutaj i opowiem o nic nieco więcej. Sama się dziwię, że tyle nowości wpadło w moje ręce, bo teoretycznie mam bana na zakupy :D Chyba coś poszło nie tak, ale dzięki temu mam o czym do Was pogadać.
Każda z Nas ma w swoich kosmetykach takie perełki do których wróci choćby kosztowały milion złotych. No dobra z milionem to może przesadziłam, ale dobrze wiecie o co mi chodzi i tak sobie pomyślałam, że czas podzielić się z Wami pięcioma kosmetykami na które warto wydać trochę więcej. Czasem po prostu nie warto tracić kilka złotych na duperele, a po prostu poczekać i zainwestować w coś lepszego i dlatego dziś przychodzę do Was z moją propozycją na co warto wydać pieniądze.
Jeżeli miałybyście się określić jakie trzy kosmetyki zabieracie ze sobą na bezludną wyspę, to co by to było? Na co byście postawiły? Jest to dla Was trudna kwestia czy może w ciemno wiecie co na pewno znalazłoby się w Waszych kosmetyczkach? Ja wiem z czym rozstać się nie potrafię i co u mnie jest na pierwszych trzech miejscach, dlatego dziś przychodzę do Was z moimi trzema kosmetykami bez których nie wyobrażam sobie życia.
Co jak co, ale czerwona pomadka jest moim must have niezależnie od okazji. Uwielbiam ją nosić zarówno na co dzień jak i na wieczór. Wiadomo, kiedy sytuacja wymaga wybieram coś innego niż moją ukochaną czerwień. No bo nie ma co ukrywać, czerwona pomadka jest odważna i zwraca na siebie uwagę. Ja ją osobiście uwielbiam i nieskromnie powiem, że dobrze mi w tym kolorze. Jeżeli zaś chodzi o moje zbiory pomadkowe to czerwieni mam zdecydowanie najwięcej i dlatego też dziś przychodzę do Was z trójką wspaniałych, czyli trzema pomadkami, po które sięgam w ciemno.
Niech ktoś mi wyjaśni dlaczego letnie miesiące mijają sto razy szybciej. Jak co roku jestem tym niepocieszona i końcem sierpnia robi mi się po prostu smutno, że mój ulubiony czas w całym roku dobiega końca. Ale nie ma tego złego, bo w tym roku ten czas był magiczny a przede mną jeszcze wyjazd do Londynu także nie ma co marudzić. Zanim cokolwiek powiem Wam więcej o moim wyjeździe to dziś powiem Wam o ulubieńcach miesiąca sierpnia. Miesiąca, który zwiastuje koniec wakacji a początek czegoś nowego.
Mgiełki do twarzy to temat, który uwielbiam i chętnie sięgam po różne produkty tego typu. Przez moje dłonie przewinęła się już mgiełka z Golden Rose, Inglota i Makeup Revolution. Jak widać każdy z tych produktów mieścił się w granicach 40zł co, moim zdaniem, jest przystępną ceną jak na tego typu produkt. Jednakże od jakiegoś czasu po mojej głowie chodziła słynna mgiełka z MAC, taaaak, mowa tutaj o Fix+, który jest Świętym Graalem wielu z Was. A czy moim? Sprawdźcie same!