Robiąc porządki w swoich kosmetykach napotkałam kilka produktów, które spokojnie mogą nosić miano zamiennika. W związku z tym poszperałam troszkę na swoim blogu i zdałam sobie sprawę, że nigdy nie pojawił się tutaj wpis tego typu. Dlatego też dziś się to zmienia i co jakiś czas przyjdę i opowiem Wam o czymś co jest tańsze i niemalże identyczne jak droższy oryginalny produkt. No i oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie rozpoczęła
tej serii od pomadki.
W tamtym miesiącu przy okazji serii #LipsOnFleek opowiadałam Wam o pomadce marki Eveline, dlatego też tym razem mam coś z wyższego przedziału cenowego. Dziś pogadam do Was o jakże nietypowej i trudnej czerwieni jaką jest Nahz Fur Atoo od Kat Von D. Z reguły kocham każdą czerwoną pomadkę, ale z tą mam ewidentnie love hate relationship. I w zasadzie jest to dziwne, bo resztę pomadek od Kat kocham, dlatego też pomyślałam, że warto Wam o tym konkretnym kolorze opowiedzieć.
Długo zwlekałam z przygotowaniem tego wpisu. Początkowo stwierdziłam, że dwóch sztuk nie ma sensu pokazywać, a jak już nabyłam kolejne dwie to potrzebowałam czasu by je przetestować i wyrobić sobie o nich zdanie. Gdy zdanie już sobie wyrobiłam stwierdziłam, że poczekam aż kupię nowy obiektyw bo moim dotychczasowym ciężko było robić zdjęcia pomadek na ustach. A skoro dziś publikuję ten wpis to znaczy, że obiektyw już jest ze mną i dziś jest premiera zdjęć nowym aparatem oraz wpis, który naprawdę mnie cieszy. Dziś pokażę Wam moje cztery pomadki płynne od Kat Von D, które moim zdaniem są rewelacyjne i warte swojej ceny.
Pierwszy miesiąc roku 2018 dobiegł końca, a już jutro przywitamy nowy miesiąc, który będzie naprawdę bardzo ekscytujący i nie mówię tutaj o kosmetykach. Ale zanim zacznę cieszyć się wydarzeniami z nadchodzącego miesiąca to czas powiedzieć Wam o ulubieńcach stycznia. W tym miesiąc dość dużo nowych kosmetyków wpadło w moje ręce, ale dziś opowiem Wam o trzech produktach, które w styczniu były dla mnie szczególne. Swoją drogą - liczba 3 coś ostatnio u mnie popularna się zrobiła. No, ale do rzeczy - czas pokazać ulubieńców!
Kiedy przychodzi koniec roku to zewsząd napływają do Nas podsumowania, ulubieńcy i inne zestawienia. I wiecie co? Ja to k-o-c-h-a-m! Jest to świetna okazja nie tylko do zrobienia własnego podsumowania, ale także do poznania świetnych produktów jeżeli zaś mówimy o kosmetycznych ulubieńcach roku. No i właśnie dziś mam dla Was moje zestawienie kosmetyków, które w roku 2017 były po prostu najlepsze.
To już dziś! Oczekiwanie na Święta zostaje oficjalnie zakończone. Dziś mamy 24 grudnia czyli Wigilię Bożego Narodzenia. Dla każdego z Nas jest to szczególny dzień, nie tylko pod kątem przebywania z najbliższymi, ale także pod kątem ubioru i makijażu. Dlatego postanowiłam pokazać Wam mój niezbędnik na kolację Wigilijną i w sumie to jestem pewna, że Was to nie zdziwi.
Planując ten konkretny wpis z serii #tokoniec wiedziałam, że na pewno nie pokuszę się o jakieś wymyślne cuda. Stwierdziłam, że pokażę Wam na co głównie stawiam kiedy przychodzi okres jesienno - zimowy. Co prawda, w dużej mierze ten makijaż jest taki sam jak w okresie letnim to jednak jest kilka elementów, które są mi bliższe gdy za oknem robi się coraz zimniej.
Każda z Nas ma w swoich kosmetykach takie perełki do których wróci choćby kosztowały milion złotych. No dobra z milionem to może przesadziłam, ale dobrze wiecie o co mi chodzi i tak sobie pomyślałam, że czas podzielić się z Wami pięcioma kosmetykami na które warto wydać trochę więcej. Czasem po prostu nie warto tracić kilka złotych na duperele, a po prostu poczekać i zainwestować w coś lepszego i dlatego dziś przychodzę do Was z moją propozycją na co warto wydać pieniądze.
Październik dobiega końca i to nieubłaganie. Muszę przyznać, że był to dość intensywny miesiąc. Powrót na uczelnię oraz do pracy daje o sobie znać, ale wiecie że ja lubię taki tryb życia. Najważniejsze jednak jest to, że mimo większej ilości pracy dalej mam czas na dodawanie wpisów dwa razy w tygodniu i wiem, że to się już nie zmieni. No chyba, że na więcej wpisów tygodniowo. Dziś jednak przychodzę z kosmetycznym podsumowaniem października, bo myślę że to dobry moment na pokazanie Wam kilku produktów.
O kosmetykach tej Pani jest w Polsce bardzo głośno i uważam, że nie bez powodu. Pomijając jakość tych kosmetyków są one wyjątkowe np. pod względem designu jej produktów. Dla mnie premiera kosmetyków Kat była szczególna, jako, że śledziłam jej osobę od wielu lat i podziwiałam za to co robi. Pamiętam jak dziś, siedziałam z tatą, oglądaliśmy razem LA Ink i co odcinek twierdziłam, że Kat jest niesamowita i chciałabym mieć tatuaż właśnie z jej ręki. Tatuażu od niej nie mam, ale mam trzy kosmetyki, które zasługują na uwagę. Tak, więc jeżeli jeszcze się nie skusiłyście na nic to być może przekonam Was do zakupu tychże kosmetyków ;)